Wolny, by uwielbiać krótko

W Psalmie 119,164 czytamy: Siedem razy dziennie wysławiam Cię za sprawiedliwe sądy twoje. Psalmista odkrył, że Bogu podoba się, gdy wykorzystujemy krótkie chwile w ciągu dnia by Go chwalić, dziękować...

W Psalmie 119,164 czytamy:

Siedem razy dziennie wysławiam Cię za sprawiedliwe sądy twoje.

Psalmista odkrył, że Bogu podoba się, gdy wykorzystujemy krótkie chwile w ciągu dnia by Go chwalić, dziękować i doceniać. Choć żył w czasach Starego Przymierza, nie przejmował się, że te chwile są krótkie. Czerpał z nich prawdziwą przyjemność i nie wątpił, że Bóg również się cieszył z tych krótkich chwil. Choć my żyjemy w czasach Nowego Przymierza, w którym nie musimy zasługiwać na Bożą akceptację, często dajemy się złapać w pułapkę poczucia winy, gdy nie poświęcamy Panu dużo czasu. Coś nam mówi, że tak do końca to nie jest w porządku, jeśli powiem tylko kilka zdań do Pana; że moja ofiara uwielbienia nie jest w pełni przyjęta. To jest po prostu nieodnowione myślenie w tym temacie. Żyjemy w Nowym Przymierzu, a myślimy, jak w Starym. Typowe Starotestamentowe myślenie to:
muszę zrobić coś zewnętrznego, co będzie „ofiarą” która spowoduje, że Bóg, który jest na zewnątrz, zadziała dla mnie z zewnątrz.

To są nauczania typu:   „Każdy wierzący musi to robić…. ”

Na przykład:

  • wstawać wcześnie,
  • pościć regularnie, najlepiej długo,
  • robić długie uwielbienia w domu,
  • zawsze klękać do modlitwy,
  • zawsze przeczytać „ileś tam” rozdziałów,

bo jak nie to… ZAPOMNIJ O BŁOGOSŁAWIEŃSTWIE!!!!  Te wszystkie zewnętrzne rzeczy  maja na celu wywołać w nas poczucie spełnienia z dobrze złożonej ofiary dla Pana- tego poczucia męki.

Dlatego muszę go „szukać” – jakby On gdzieś się schował i poświęcać długi odcinek czasu na modlitwę, uwielbienie, czy czytanie Biblii. To nie jest prawda! Bóg zamieszkał w nas, gdy oddaliśmy Mu swoje życie, On się wprowadził do nas, do środka, do naszego ducha, który został odrodzony. W J. 14,23 Jezus mówi, że my – wierzący – każdy z nas stanie się jego domem. Nasze myślenie czasem czyta- hotelem, nie domem.

Postanowiłem dać sobie spokój i zaryzykować. Trudno, zobaczymy, czy naprawdę On przestanie mi błogosławić itp. jeśli przestanę się zamęczać składaniem mu takich ofiar dłuuuuugoczasowych modlitw i uwielbień w domowym zaciszu. Efektem tego było to, że potem po tej dłuuuuugiej modlitwie nie przychodziłem już do Pana w trakcie dnia, bo nie miałem czasu i ochoty na kolejne dluuuuuugie ofiarnicze i męczące modły, a krótkie… hm… cóż… wydawały mi sie w tamtym kontekście nie do końca akceptowane tak samo jak te „nabożeństwa modlitewno-uwielbieniowe” które niby muszę robić regularnie, bo przecież jestem liderem uwielbienia.

Zamiast tego, wykorzystuję krótkie chwile w trakcie dnia, żeby uwielbiać Pana, dziękować mu, raz tu, raz tam, zdanie pod prysznicem, pięć zdań w samochodzie, kolejne kilka z żoną przy stole, i jeszcze małe „dzięki” przy goleniu. Gdy tylko pojawiała się myśl, hej, to przecież za mało! Mówiłem: „Panie, uwielbiam cię, bo wiem,że się cieszysz BARDZO z tych kilku zdań, właściwie to tak samo, jak z mojego najdłuższego uwielbienia na scenie w kościele, czy w domu na kolanach.” Mówię mu też ” dziękuję, ze jesteś ze mną zawsze” albo  „jestem taki szczęśliwy, że idę do nieba, to dzięki tobie Jezu”.

W kontekście fragmentu, który napisałem na początku, o siedmiokrotnym chwaleniu Pana w trakcie dnia nie przejmuję się, licząc, by było to siedem, lub siedemdziesiąt siedem. Jeśli w poniedziałek jest pięć – jestem szczęśliwy i wdzięczny za te pięć chwil. We wtorek może znajdę dziesięć, nie wiem, nie liczę, nie jest to dla mnie ważne. Po prostu uczę się uwielbiać Boga według  Nowego Przymierza – On mieszka we mnie i jest szczęśliwy z powodu każdego zdania miłości, jakie słyszy a ja jestem szczęśliwy chodząc w wolności od litery prawa i potępienia.